Dla wszystkich tych, którzy w tym roku, tak jak Ethan, odnaleźli cel.
Życie, którego głównym celem jest spełnienie osobistych pragnień, prędzej czy później przynosi gorzkie rozczarowania.
A. Einstein
Chata we wnętrzu gęstego lasu miała malutki ganek.
Drewniane deski wypaczyły się w ciągu tych setek lat użytkowania i skrzypiały
niemiłosiernie przy każdej sposobności. Starzec siedział na bujanym fotelu, a
wszystko wokół niego grało tą dziwną, skrzypliwą melodię, od której cierpła
skóra na karku. Patrzył przed siebie, wspominając stare dobre czasy, kiedy
drzewa go otaczające miały postać ziarenka, a czas wcale nie płynął tak szybko.
Ich życie, jego i Nityi, toczyło się ślimaczym tempem, a mimo tego, że pełne
było wyrzeczeń i ubóstwa, to miało jednak coś z magii. Mogli razem dziwić się wszystkiemu,
co się zmienia, co dorasta i umiera. Teraz siedział samotnie na ganku i od
dawna już zaprzestał liczenia upływających dni i lat.
Jednak dziś miało odmienić ich los. Wpatrywał się
sokolim okiem w polanę przed chatą. Wiedział, że to nastąpi właśnie dzisiaj.
Czuł to w swoich starych kościach, które mogły poświadczyć najdawniejszej
historii ludzkości, że dzisiaj dopełni się przeznaczenie, a on będzie jego
świadkiem. Zapach powietrza wypełnił się ciężkim odorem ozonu, a atmosfera
wyraźnie zgęstniała. Na polanie zmaterializowali się Oni, przybysze, których
oczekiwał. Pojawili się znikąd i właśnie stamtąd pochodzili. Jego
kilkutysięczne kości poczuły moc, przypływ energii pochodzący z dziedzictwa
Nityi- nareszcie powrócił do niego kryształy! Czekał na ten dzień latami i oto
w najczarniejszej godzinie, kiedy wszystko zdawało się być położone na szali,
która wyraźnie ustępowała pola tej drugiej, pojawili się. Posiadacze
kryształów. Czekał, aż ucichną głosy zdziwienia. Musieli Oni przybyć z jakiegoś
dziwnego świata, gdyż zarówno ich odzież, jak i przedmioty trzymane w dłoniach
zupełnie nie odpowiadały rzeczywistości. Uśmiechnął się w duchu do siebie,
bowiem jego świat miał szansę na przetrwanie, oto przybyli ci, którzy wyplenią to,
co złe, a pozostawią tylko pełne nadziei serca. Jednym z takich serc było jego
własne. Wierzył, bowiem, że śmierć Nityi nie poszła na marne, że jej
dziedzictwo odmieni losy świata.
- Nareszcie jesteście.
Długo kazaliście na siebie czekać –głos należał do starca, który beznamiętnie
wydmuchiwał spod długich, siwych wąsów małe kółeczka dymu. Fajka raz po raz
żarzyła się czerwonym płomieniem, a do nozdrzy Ethana docierał zapach jakiegoś
ciężkiego, metalicznego, tytoniu, z którym jeszcze się nie spotkał.- Witajcie w
Mistyi. Moje imię brzmi Oren i to ja was tu wezwałem. Od dzisiaj jestem waszym
mentorem, który pomoże wam w wypełnieniu waszej misji.
Ethan
wyprostował się, odetchnął świeżym, przesyconym zapachem żywicy powietrzem i,
pomimo tego, ze cała sytuacja nie tylko wydawała mu się nierealna, ale co
najmniej śmieszna. W poczuciu surrealizmu stwierdził, że skoro bawią się w sny
i zmory, to przynajmniej powinni się dowiedzieć, o co toczy się ta gra.
- Jakiej misji?- zapytał głośno i wyraźnie, a szumy
rozmów wokół niego, ucichły. Poczuł na sobie spojrzenia tych, którzy przybyli
tutaj razem z nim. Tak jak wcześniej w Mestii wydawało mu się, że ich grupa
jest zbyt wielka, tak teraz w obliczu potęgi pradawnych drzew, czuł, że są
śmiesznie mali i zupełnie bezradni. Tym bardziej, kiedy ten starzec mówił o
misjach. Nie wierzył, że ta grupa poradzi sobie z jakąkolwiek misją.
Pomarszczony starzec rozglądał się wokół,
przyglądając się z wielką skrupulatnością każdej twarzy, jakby chciał wdrukować
sobie ich obraz. Miał bystre, żywe spojrzenie, które zupełnie nie pasowało do
pooranej grubymi bruzdami twarzy. Jego wzrok skrzyżował się z pewnym siebie i
wyzywającym spojrzeniem Ethana.
- Skoro tu jesteście,
to domyślam się, że każde z was posiada kryształ i w miarę zdaje sobie sprawę z
faktu, że jesteście posiadaczami niezwykłej mocy. Cała wasza moc i wszystkie
siedem kryształów należało kiedyś do mojej siostry, Nityi. Dostała je od
naszego ojca, Artymosa w ramach pomocy w walce przeciwko złu. Jednak zło zbyt
mocno wkradło się w serca ludzi i doprowadziło ją do zagłady. Wysłałem
kryształy w świat, by znalazły godnych posiadaczy i oto jesteście.
Jedyne, co Ethan zrozumiał z tego
monologu to, to, że właśnie gapi się na sprawdzę tego wszystkiego. To przez
tego dziwnego, przeszywającego staruszka, znalazł kryształ, a jego życie
potoczyło się tak a nie inaczej, w ciągu bezustannie nakładanych masek.
- Co się z nią stało?- nieśmiały głosik
dobiegał z jego prawej strony Spojrzał na nieznaną mu brunetkę, która wydawała
się być speszona faktem, że przez zadanie tego pytania, ściągnęła na siebie
wzrok tylu ludzi.
- Nie żyje –jego głos był beznamiętny,
ale spoglądał na ciemnowłosą z taką uwagą, jakby przyglądał się wydarzeniom,
które miały miejsce w dalekiej przeszłości. Zupełnie oderwał się od tego
miejsca, wędrując przez labirynt własnej pamięci. Westchnął ciężko, wracając do
szarej rzeczywistości. Podniósł się ciężko z fotela, którego bieguny skrzypnęły
z ulgą, uwolnione od niewielkiego ciężaru. Raz jeszcze omiótł ich spojrzeniem i
Ethan mógł przysiąc, że na jego ustach pojawił się cień uśmiechu, kiedy tak
spoglądał na tych, których sam sprowadził. W opinii Ethana, starzec nie miał się
wcale, z czego cieszyć. – Ale opowiem wam o tym i wielu innych rzeczach
później. Na razie powinniście się rozgościć i zrobić ze sobą porządek.
Słowo „później” podziałało na mężczyznę
jak czerwona płachta na byka, mimo to poszedł za niewielkim tłumem. Specjalnie
ociągał się, by nie musieć wchodzić do małej chaty. Wyobrażał sobie ścisk,
który musi tam panować. Zaczerpnął świeżego powietrza i rozglądnął się wokół.
Oprócz chaty i lasu, na tle pni drzew majaczyła mu zagroda, jakby prosząc się o
to, by mogły tutaj paść się konie. Zza chaty wystawał fragment grządki z
warzywami i dziwnymi ziołami, które Ethan pierwszy raz w życiu miał okazję
oglądać. Z pewnym siebie uśmiechem obrócił się w stronę domku, w którego
wejściu niknęła ostatnia osoba. Według jego obliczeń, powinien zobaczyć jej
plecy na progu, bo obawiał się, że nie zazna gościnności starca, gdyż
najnormalniej w świecie chata była dla nich za mała. Jednak ostatnia osoba
weszła pewnie do środka, zupełnie nic nie robiąc sobie z matematyczno-
przestrzennych obliczeń Ethana. Blondyn zmarszczył brwi, spoglądając nieufnie
na budynek. Wzruszył lekko ramionami i wszedł do środka. Zagadka sama się
wyjaśniła, kiedy ujrzał czyjąś głowę niknącą w przejściu do piwnicy. Popatrzył
na starą drewnianą klapę i drabinkę, splecioną z drewna i jakiegoś powrozu. Ethan
czuł, ze z tym miejscem jest coś nie tak. Nie pamiętał, co prawda, co starzec
mówił o sobie i swojej siostrze, ale zupełnie nie pasowało mu to do
jakiejkolwiek znanej mu kultury czy wierzeń.
Patrzył nieufnie na przejście. Chwycił
się krawędzi podłogi i zszedł po drabinie. Odetchnął. Bał się, że taka
prowizoryczna drabina nie utrzyma jego ciężaru i najnormalniej w świecie
załamie się. Rozglądnął się wokół. Przestronne pomieszczenie zamykał długi
korytarz. Po obu jego stronach majaczyły drzwi. Ludzie gromadzili się w dużym
salonie, w którym dominowały drewniane regały ciągnące się wzdłuż wszystkich
ścian, zastawione różnego rodzaju księgami. Stała tam także słusznych rozmiarów
skrzynia, którą starzec właśnie otwierał.
- Macie tutaj mnóstwo pokoi. Każdy znajdzie
coś dla siebie. Jeśli drzwi są zamknięte, to oznacza, że jest to moje prywatne
pomieszczenie, do którego macie kategoryczny zakaz wejścia – starzec sięgnął w
głąb skrzyni i począł rozdawać ludziom stojącym wokół niego stroje. Ethan przez
chwilę pomyślał, że chyba muszą być na jakimś średniowiecznym wydarzeniu czy
rekonstrukcji, bo w dłoniach trzymał lnianą koszulę i spodnie, które w niczym
nie przypominały tego, co w ich czasach gościło w modowych żurnalach. Starzec
nie zamierzał im jednak niczego wyjaśniać, ponieważ wycofał się w głąb
korytarza, by móc zniknąć w jednym z tajnych pokoi. Pozostali bez odpowiedzi.
Kilkoro ludzi ruszyło w głąb korytarza, otwierając kolejne ciężkie, dębowe
drzwi. Ethan także postanowił zająć sobie jakiś kąt, nim okaże się, ze będzie
musiał dzielić przestrzeń z jakimś ledwo odrośniętym od ziemi gołowąsem. Stanął
przed wielkimi drzwiami, które mieściły się nieopodal schodów prowadzących na
powierzchnię. Im bliżej wyjścia, tym łatwiej o ucieczkę. Ethan uśmiechnął się
do siebie i wszedł do pomieszczenia.
Prostota wnętrza w niczym mu nie
przeszkadzała. Wręcz przeciwnie: jakby nagle zostawił całą ciężką przeszłość za
sobą, a pustka, która istniała w tym pokoju symbolizowała nowy początek. Mógł
od nowa zapełniać swoje życie. Nie wiedział tylko czym, ale czuł, że już
niedługo starzec odpowie na ich pytania.
A jeśli nie ich, to chociaż na jego pytania, których posiadał
przynajmniej z milion. Usiadł na szerokim, twardym łóżku i oparł głowę na dłoniach.
Niewiele z tego wszystkiego rozumiał, ale chciał dotrzeć do odpowiedzi, by
wreszcie móc podjąć wyzwanie, do którego był przeznaczony. Tylko to mu
pozostało: kryształ i dziwna moc. Pora by wreszcie mógł wypełnić swoje zadanie,
jakiekolwiek by ono nie było.
Był rozdrażniony. Podświadomość mówiła
mu, że zachowuje się jak dziecko, które nie może doczekać się spełnienia
obietnicy, ale jego gówno to obchodziło. Chciał odpowiedzi na pytania, kłębiące
mu się w głowie natychmiast i osobiście uważał, że nie jest to zbyt wygórowane
żądanie, jak na kogoś, kogo właśnie przeniesiono do jakiegoś dziwnego,
alternatywnego świata i wplątano w dziwną misję, której celu i przeznaczenia
także nie znał. Surowość pomieszczenia zaczęła także działać mu na nerwy,
postanowił więc wyjść na zewnątrz. Tylko widok starożytnego lasu mógłby ukoić
jego nerwy. Z prawdziwą ulgą odetchnął pachnącym lasem powietrzem i chłonął
widoki a także dźwięki, które z niego napływały. W pewnym momencie do
delikatnej melodii ptasich treli dołączyły zupełnie niedelikatne głosy dziewcząt.
Przeszedł na kraniec ganku, by móc dojrzeć, komu to zawdzięcza wieczorny
koncert. Na małej polanie stały bliźniaczki i blondynka, która z nimi przybyła.
Ćwiczyła najwyraźniej swoją moc, bo raz po raz wieczorna szarówka rozświetlała
się ognistym płomieniem pochodzącym z dłoni dziewczyny. Ethan poczuł ukłucie
zazdrości: oto, bowiem była prawdziwa moc, z którą można by podjąć się nawet
najdzikszej misji. A on? Mógł ewentualnie przerazić dzieciaki zmieniając się w
ich matkę. Pokręcił z roztargnieniem głową i wpatrzył się w Julie, która
drażniła się z dziewczyną, posiadającą moc ognia. Nagle jedna ze świetlistych
kuli, pomknęła wprost na Julie, a Ethan poczuł ukłucie strachu. Jednak nim
zdążył zareagować bliźniaczka odskoczyła z gracją, ciesząc się z nowopowstałego
ogniska. I chociaż Ethan miał ochotę zbesztać ją jak pięciolatkę za
nieodpowiedzialność i głupotę, to jednak widząc jej radość, nie mógł się
powstrzymać od uśmiechu. Była tak prawdziwa, tak spontaniczna i otwarta, że w
niektórych momentach przypominała mu Phoebe. Może to wiek sprawiał, że
dziewczęta wydawały mu się niezepsute światem i życiem. Julie z głośnym
okrzykiem zatytułowanym „ognisko” biegła w jego stronę, po czym niczym burza
przemknęła obok niego i pomknęła wprost do podziemnych pokoi. Mężczyzna
uśmiechnął się raz jeszcze, po czym ruszył w kierunku ognia, pozostającego pod
opieką ognistej dziewczyny i siostry Julie, Sefi. Minął dziewczęta i wszedł do
lasu, po to, by po chwili wyjść z niego z naręczem drzewa. Wrzucił je w ogień,
aż iskry poszybowały w wieczorne niebo. W gruncie rzeczy nie wiedział, czy
dziewczyna jest w stanie utrzymać ogień nawet, kiedy nie będzie się miało, co
palić, ale osobiście uważał, że odgłos strzelających polan jest przyjemniejszy
niż cichy szum płomieni.
Od strony chatki zaczęli nadchodzić
ludzie. Ethan usiadł na powalonym pniu drzewa i czekał na rozwój wypadków.
Ucieszył się, widząc pochyloną sylwetkę Orena zmierzającego w ich stronę. Czuł,
że płonące ognisko zmusi starca do opowieści. Siwy brodacz usiadł na przyciągniętym
drewnianym klocku i wpatrzył się w ogień. Jak na komendę ucichły wszystkie
głosy i szumy. Wiadomym było, że każde z nich chce się dowiedzieć czegoś więcej
na temat swojego przeznaczenia.
- Ach, jak miło posiedzieć sobie przy
ogniu. To mi przypomina pożar miasta w 649 roku- głos starca wbił się w gęstą
ciszę przepełnioną dymem, niczym dłuto wdziera się w zwartą strukturę drewna. Jego
ton był rozrzewniony, kiedy wspominał o dawnych wydarzeniach. Wydawało się, że
to wypowiedź ducha tego świata, całej otaczającej ich rzeczywistości. Niestety
ta ulotna chwila nie trwała długo, ledwo pojawiła się w świadomości Ethana,
kiedy została przerwana przez kapryśną, młodą blondynkę, tę samą, która
przybyła z Julie i Sefi.
- A mi przypomina o uciążliwych zdolnościach,
które wszyscy mamy. Wydaje mi się, że nikt nas tu nie ściągnął na wspominki
przy ognisku, więc przejdźmy do rzeczy.
Jej wypowiedź, pomimo tego, że nie była
pozbawiona sensu, wywołała w Ethanie rozdrażnienie. I chociaż na ustach starca
pojawił się lekki, pobłażliwy uśmiech, to Rouge współczuł mu, że musi
wysłuchiwać lodowatego tonu kogoś, kto nawet w jednej trzeciej nie dorównuje mu
doświadczeniem. Ponadto nastrój, który tak bardzo mu odpowiadał został
zniszczony w mgnieniu oka przez ledwo opierzoną ptaszynkę o rozwartym dzióbku.
Miał ochotę obedrzeć ją z piórek.
- No tak, czas na opowieść. To może
najpierw opowiem wam o Nityi? Albo lepiej zacznę od samego początku, od ojca –
zamyślił się na chwilę, a Ethan rozsiadł się wygodniej na ciepłej trawie, ponieważ
wyczuwał dłuższą historię. Nie mógł się jej doczekać. Był tak podekscytowany,
że bezwiednie zaciskał pięści na dłuższych źdźbłach trawy. – W czasach, kiedy
świat dopiero miał się narodzić istniały tylko dwie moce, dwie istoty, od
których wszystko wzięło swój początek. Jedną z tych istot był ojciec mój i
Nityi- Artymos, natomiast druga moc została obleczona w ciało Sanayi. I tak jak
nasz pan ojciec był narzędziem dobra, tak Sanaya utożsamiała wszystko to, co
złe. Uzupełniali się wzajemnie i istnieli dzięki sobie, gdyż tak jak nie może
być światła bez ciemności, tak nie istnieje dobro bez zła. Artymos stworzył tą
część świata, która wydaje wam się dobra i piękna, natomiast dzięki Sanayi
ludzie poznają smak cierpienia, strach i ciemność, ale także morderstwo czy
gwałt. Ja i Nitya byliśmy dziećmi Artymosa, stworzonymi po to, by pomagać
naszemu Panu ojcu w jego dążeniach. Zapytacie pewnie jakież były jego plany?
Cóż, był wizjonerem- chciał stworzyć utopię, świat bez skazy zła. Z perspektywy
czasu dostrzegam w jego działaniach pewien absurd... Ale teraz jest już to
nieważne. Nitya została Panią Żywiołów, siedmiu mocy, które reprezentowały
kryształy. Jednak Sanaya nie pozostała bierna. Wydała na świat swojego potomka
Karainela. Zarówno on jak i jego matka chcieli pogrążyć świat w ciemności.
Największej ciemności, jaką możecie sobie wyobrazić- w mroku, tkwiącym w
ludzkich sercach. Kiedy mój ojciec stwarzał, bowiem człowieka, Sanaya w jego
sercu ukryła okruch zła. Zauważyliśmy ten okruch, kiedy ludzie po raz pierwszy
popełnili zbrodnię. Jednak ten okruch stał się częścią ludzkiej natury,
niemożliwą do usunięcia. Karainel walczył z nami przez tysiąclecia, raz po raz
atakując, a jednak mi i Nityi udawało się wspólnie odeprzeć jego atak, choć
okruszyna ciemności w ludzkich sercach rosła w siłę. W końcu u niektórych była
na tyle wielka, że ośmielili się podnieść rękę na córkę ich Stwórcy. Nie rozumieli,
że Nitya chroni ich przed nimi samymi, zaczął, więc ogarniać ich strach,
uczucie stworzone przez Sanayę. Zamordowali więc Nityę... Może jesteśmy
wieczni, ale nie nieśmiertelni. Starzejemy się i chociaż żyję już tysiące lat,
pamiętam narodziny skał, które dzisiaj są już szczytami gór, to jestem
śmiertelny. Tak jak i śmiertelna była Nitya...
Był zbyt zajęty tym, by zapamiętać jak najwięcej szczegółów
z opowieści, by móc dostrzec najprawdziwszy ból, malujący się na twarzy starca.
Mięśnie pod zmarszczkami, które okrywały jego twarz pofałdowanym kocem, napięły
się, a ostatnie słowa drżały lekko w gorącym powietrzu. Gdzieś poza świadomością
mężczyzny pojawił się błysk, mówiący o tym, że kiedy przyrównywał Orena do
głosu tej rzeczywistości, miał rację. Oren był synem Stwórcy tego świata. To
był tak niewyobrażalny fakt, że nawet nie starał się go pojąć. Zamiast tego
skupił się na innym, bardziej przyziemnym aspekcie opowieści starca:
- Nitya była Panią Żywiołów zaklętych w
kryształy, dlaczego więc kryształy nie zginęły wraz z nią, tylko znalazły się w
naszych czasach i w naszym posiadaniu?
- Dzięki mnie. Kiedy Nitya zginęła
pozostały po niej kryształy. Siedem kryształów, będących zaklętymi mocami
żywiołów: ognia, wody, ziemi, wiatru, umysłu, ciała i energii. Wysłałem je w
któryś ze światów, by odnalazły godnych siebie właścicieli i sprowadziły ich w
miejsce, które w ich, w waszym świecie, odpowiadało miejscu, w którym zginęła
Nitya i w którym narodziły się kryształy. Sprowadziłem was tutaj.
W któryś ze światów. Wszystko zaczęło
układać się w całość. Owszem, owa całość przypominała raczej patchwork niż
jednolitą tkaninę, ale chyba żadne z nich nie mogło oczekiwać czegoś więcej.
Dla Ethana w tym momencie nie istniał nikt oprócz niego i Orena. Ciepło z
ogniska ogrzewało mu lewą stronę twarzy, kiedy wpatrywał się w starca,
siedzącego na drewnianym klocku. Wydawał się mały i kruchy, a kiedy migotliwy
blask oświetlał mu twarz, padało na nią tysiące cieni.
- Gdzie właściwie znajduje się to
tutaj?- zapytał Ethan, nim ktokolwiek zdążyłby naruszyć cienką linię łączącą
jego spojrzenie z twarzą Orena. Chciałby mieć moc, która pozwoliłaby mu wejść
do umysłu starca, by sam mógł poznać bezmiar wiedzy w niej drzemiący.
- Nie powiedziałem wam, gdzie
jesteście? Wybaczcie nieuwagę staruszka. Witajcie w Mistyi, stolicy Anani. Jest
rok 1354.
Ethan zdawał sobie sprawę, że skoro ten
świat został stworzony w inny sposób, to nie można tej daty brać w sposób
odpowiadający rachubie w ich świecie. Mimo wszystko, wydawało się, że jeżeli
chodzi o rozwój cywilizacji, to ten świat właśnie był na etapie wieków
średnich. Podejrzewał to już wcześniej, wystarczyło się przyjrzeć wyposażeniu
ich pokoi lub strojom, w jakie zaopatrzył ich Oren. Dlatego na widok szoku
malującego się na twarzach niektórych, miał ochotę parsknąć śmiechem.
- Który? – odezwał się z
niedowierzaniem jeden z Latynosów.
- 1354 - powtórzył Oren z niezmąconym
spokojem, a zaraz potem potwierdził to, do czego Ethan już sam doszedł: - Można
porównać te czasy do waszego średniowiecza, dlatego dostaliście nowe stroje,
będziecie też potrzebować nowej mentalności, chociaż o nią będzie trudniej. Nie
spodziewajcie się tutaj tych wszystkich wynalazków, do których przywykliście w
waszym świecie. Musicie się do tego przyzwyczaić.
Chyba był jedyną osobą, na której te
informacje nie zrobiły wielkiego wrażenia.
- Średniowiecze?! Nie jestem stworzona
do życia w Średniowieczu. Jest jakiś powód, dla którego urodziłam się w XX
wieku- powiedziała opryskliwa blondynka, a chwilę później zawtórowała jej
Julie.
- Aż dziwne, ale pierwszy raz się
zgadzam z Roisin.
- Nie przesadzaj Roisin- po raz
pierwszy głos zabrał młody blondyn z Francji. O ile Ethan dobrze pamiętał, to
jego imię zaczynało się na M. Albo W. W każdym razie czymś z dwoma ramionami.-
Tak naprawdę nikt z nas nie wie, jak się tutaj odnaleźć, więc nie jesteś
jedyna.
- Jak to jesteśmy w średniowieczu?
Przecież to niemożliwe- zawtórowała z niedowierzaniem czerwono włosa kobieta.
Ją jedną Ethan mógł zrozumieć, gdyż już w Mestii zauważył, z jakim napięciem
oczekiwała na wiadomości telefoniczne z domu. Przypuszczał, że w grę wchodziło
małe dziecko. Cóż tutaj nie mogła liczyć na zasięg.
Dla reszty swoich towarzyszy nie miał
najmniejszej dawki pobłażliwości. Uważał ich za w dużej mierze
krótkowzrocznych. Przed chwilą Oren opowiedział im o równoległym świecie, w
którym jest jednym z bóstw, będących w posiadaniu mocy sprowadzenia kogoś z
innego świata. Oni sami wyposażeni są w moc, będącą spuścizną po innym bóstwie.
Czy to właśnie nie te fakty powinny szokować? A nie brak bieżącej wody czy
laptopa? Ethan westchnął, bo albo on był już tak bardzo nienowoczesny, albo z
młodym pokoleniem było coś nie tak. Czy tylko on dostrzegł, że tak wiele
wysiłku nie mogło zostać włożonego na marne? Już miał zadać pytanie, gdy
uprzedził go Oren, a Rouge zaczął się zastanawiać czy starzec nie odziedziczył
po swoim boskim ojcu mocy czytania w myślach.
- Jest powód, dla którego trafiliście
tutaj. Wspominałem o misji, prawda? Po śmierci Nityi wrócił Karainel. Świat
pochłonęło zło, którego nie jesteście w stanie sobie wyobrazić. Nie chodzi
tylko o ludzką naturę, chociaż i ona daje się we znaki. Ludzie słabych
charakterów zostali opanowaniu przez mrok tkwiący w ich duszy. W Anani, a
niedługo w całym znanym nam świecie ludzie zaczną mordować, grabić i gwałcić,
ku uciesze Karainela. Jednak wisi nad nami także i większa groźba. Sanaya
wyposażyła swego potomka w potężną moc, zaklętą w siedem czarnych kryształów.
Każdy z nich odzwierciedla grzech. Karainel chce zjednoczyć posiadaczy
kryształów grzechów, a musicie wiedzieć, że razem są niepokonani. Kiedy ta
misja mu się powiedzie na świecie nie będzie już nic dobrego. Niech każdy z was
pomyśli o tym, co kocha, co wydaje mu się piękne, a potem niech wyobrazi sobie,
że nie tylko to wszystko przestaje istnieć, ale i wszelkie plany i marzenia
obracają się w niwecz. Widzicie to? Taki los czeka nasze światy, jeżeli nie
wypełnicie swej misji: jeżeli nie odnajdziecie posiadaczy kryształów grzechu i
ich nie zniszczycie. Nie oszukujcie się jednak. Oni także chcą zwyciężyć w tej
walce.
Wokół niego wybuchło gniazdo os, bzyczących owadów, niedających
się uspokoić, a w dodatku niezmiernie drażniących. On jednak niewiele z tego
słyszał: dochodziły do niego tylko pojedyncze słowa o pytaniu o zgodę, kolejne
narzekanie na bieżącą wodę. Miał ochotę krzyknąć: „Ludzie, naprawdę?!” Nie
musiał długo wyobrażać sobie wizji, którą Oren starał się przed nimi namalować.
Dla niego świat skończył się dawno temu, a wszystko pochłonęła ciemność. Już
przeżył swój osobisty koniec świata, a ta część jego, która zachowała w sobie
okruchy altruizmu nie chciała takiego losu dla rzeszy niewinnych ludzi, którzy
byliby zmuszeni przeżyć to, co on. Niepokoił go jeszcze jeden fakt. Skoro
posiadają swoje własne alter ego w postaci posiadaczy kryształów grzechów, to
skąd pewność, że będą w stanie w ogóle się z nimi zmierzyć. Niebezpieczna myśl
stukała tylnym wejściem do jego umysłu: on sam o wiele lepiej czułby się, jako
posiadacz kryształu grzechu. W końcu miał doświadczenie w przynoszeniu
cierpienia i niedoli, czego nie można było powiedzieć o ratowaniu kogokolwiek.
Wydawało mu się, że utyskiwania jego, pożal się boże, kompanów ucichły, więc
wsłuchał się ponownie w spokojny ton Orena. Co, jak co, ale musiał mu przyznać
anielską cierpliwość.
-Zostaliście
wybrani z konkretnego powodu, ale masz rację, w tym momencie nikt nie będzie
pytał was o zdanie.
Słowa wypowiedział chłodno, a kierował
je głównie w stronę blondynki. Widać nie tylko Ethanowi ta dziewczyna działała
na nerwy.
- A ja już myślałam, że te stroje to
wystarczający żart, a tu no proszę- zostaliśmy uwięzieni w jakimś
średniowieczu, by pomóc ludziom, których nie znamy? Ktoś musiał już z góry
założyć, że się nie zgodzimy. Chyba nawet wiem kto - burknęła wściekle Julie,
spoglądając sugestywnie na staruszka, wywołując w Ethanie chęć mordu. Z
jakiegoś powodu wolałby, żeby jednak bardziej się przejęła losem kogokolwiek
poza własnym. Nie umknęło jednak jego uwadze, że podczas mówienia wydęła usta,
w taki sposób, że zmarszczka pomiędzy brwiami Rouge wygładziła się w
okamgnieniu.
- Możemy tu utknąć na zawsze... -
szepnęła nieprzytomnie Sefi, a jej logiczną wypowiedź podłapała czerwono włosa:
- Nie możemy wrócić do domu? Ile to
wszystko potrwa?
Ethan przez sekundę zastanawiał się,
czy tylko on słuchał gadaniny starca, czy naprawdę to wszystko jest tak im
obojętne. Dla niego wreszcie nastąpiło pełne rozwiązanie. Wreszcie znalazł
jasny cel wszystkiego, co do tej pory go spotkało. Nie miał pojęcia, w jakich
okolicznościach i okazjach reszta tych ludzi odnalazła swoje kryształy, ale dla
niego był to punkt kulminacyjny, jego być albo nie być, więc może, dlatego
odczuwał opowiedzianą przez Orena historię, jako swoją własną. Czuł, chociaż
nie zawsze był tego świadomy, że nastąpi moment, kiedy będzie musiał wreszcie
zrobić coś nie tylko dla siebie, ale dla innych. Że zaciągnięty dług mocy, da o
sobie znać i zażąda spłaty. Ponadto nie miał, do czego wracać. W ogóle miał
wrażenie, że powrót nie jest wliczony w cenę jego biletu. I nie czuł się z tym
źle.
- Jeżeli w ogóle myślicie o powrocie, o
wszystkim tym, co drogie waszemu sercu, to musicie wykonać zadanie, które wam
powierzył los. Jeśli tak się nie stanie, obawiam się, że nie będziecie mieli,
do czego i kogo wracać. Na razie jednak nie smućcie się. Chciałbym bliżej
poznać spadkobierców dziedzictwa Nityi, a także wasze moce. – zachęcił
staruszek, uśmiechając się lekko do wszystkich. Kiedy jego spojrzenie padło na Ethana,
mężczyzna zdawał sobie sprawę, że wyraz jego twarzy jest daleki od zachwytu.
Właściwie bardziej przypomina grymas, który towarzyszy wizycie u dentysty czy
innej, jakże przyjemnej rzeczy.
- No więc, może ja zacznę –powiedział
młody chłopak, który przybył z siostrą i ufarbowaną na krwistą czerwień
kobietą. Jego siostra zachichotała, chociaż Ethan nie miał bladego pojęcia, z
jakiego powodu. Nadal był zdezorientowany sytuacją i zły na swoich pseudo towarzyszy
za reakcję rodem z przedszkola, w którym na deser nie podaje się lodów. Zwykle
też nie miał aż takich wahań nastrojów, by tak szybko przechodzić od obowiązku,
do czegoś, co w mniemaniu Orena ma być zabawą. - Nazywam się Matheo i pochodzę
z pewnego malowniczego, nadmorskiego miasta we Francji. A to jak znalazłem
kryształ, cóż, właściwie to nie ja go znalazłem, tylko mój pies. Bella
wskoczyła mi na kolana, ja złapałem za kryształ, chciałem go wyciągnąć i, gdy
tylko go dotknąłem, zobaczyłem jasne światło, a później zemdlałem.
- Tak, obudziłeś się na podłodze i nie
wiedziałeś, co się dzieje - wtrąciła się młoda dziewczyna bardzo dziecięcym
głosikiem i Ethan podobnie jak w Mestii zadał sobie pytanie, co za idiota
wypuszcza dwoje dzieci w taką podróż. - Napędziłeś mi wtedy niezłego strachu.
- Tak. Mój żywioł to ziemia, no a wy, jak
dostaliście kryształ?
Mówił o tym tak, jakby losowano
różnokolorowe majtki i każdy z nich dostał inną parę. Ja mam czerwone, a ty
zielone, chociaż wolałbym pomarańczowe. Ethan nie mógł pozbyć się sprzed oczu
obrazu zagłady ziemi, rodem z Armagedonu, czy innego hollywoodzkiego przeboju.
W uszach mu dzwoniło, a dźwięk srebrnych dzwoneczków układał się w piękną
piosenkę o słowach: wszyscy umrzemy, wszyscy zginiemy, wszyscy umrzemy….
- Ja natomiast znalazłam kryształ w
dość dziwny sposób - zaczęła kobieta o fryzurze przypominającej bliskie
spotkanie z puszką farby, którą w Szkocji malowano stodoły, by nabrały
głębokiego czerwonego koloru. - Przed sklepem napadł mnie mężczyzna, któremu ów
kryształ służył, jako kolczyk. W obronie wyrwałam mu go w brutalny sposób. A
potem go dotknęłam... I stało się to, co się stało.
- Dwa lata temu, gorące Peru, słoneczny
dzień, plaża, wiatr we włosach... – odezwał się Latynos. Chłopak mocował się z
paskiem zegarka, a gdy ten wreszcie ustąpił, dzieciak uniósł dłoń, pokazując im
wewnętrzną stronę swojego nadgarstka. W maleńkim krysztale tańczyły języki
ognia. - W piasku to maleństwo. Przeczepiło się do mnie i od tamtej pory
niestraszne mi odwodnienie.
Postanowił zabrać głos po wesołym
Latynosie. Jego suchy, oficjalny ton, kontrastował z radosnym trelem przedmówcy
tak bardzo, że ucierpiały nawet jego własne uszy.
- Kryształ odnalazł mnie już ponad
dziesięć lat temu w Szkocji podczas nurkowania- uśmiechnął się na to
wspomnienie i na to, ile miało ono wspólnego z nurkowaniem. Zresztą tylko
idiota uwierzyłby, że ktoś nurkuje w Szkocji, ale na jego słuchaczach nie
zrobiło to wrażenia. - Potrafię zmienić swoje ciało, tak by wyglądać jak ktoś,
kogo widziałem przynajmniej raz w życiu.
- Wspaniale- powiedział staruszek,
kiedy Ethan zamilkł i nic nie wskazywało na to, że zamierza cokolwiek dodać. -
Mamy więc żywioł ziemi, żywioł energii, a także żywioł wody i ciała- patrzył na
nich kolejno. Żywioł ciała, pomyślał Ethan i zaraz później zaczął się
zastanawiać czy ciało w ogóle może zostać określone, jako żywioł. - Gdzieś
wśród was są jeszcze posiadacze kryształów ognia, wiatru i umysłu...
Burcząca na wszystko blondynka
odgarnęła pretensjonalnym ruchem swoje włosy. Ethan domyślił się, że za uchem
tkwi kryształ, chociaż z jego perspektywy mógł obserwować tylko i wyłącznie
profil dziewczyny i jej lekko zmarszczone czoło. Wydawało się, że to jej stała
mina.
– Pamiątka ze straganu w Irlandii. A co
do mojego żywiołu –rozpostarła lekko dłonie, a języki ognia z ogniska zaczęły
sunąć w kierunku blondyna z Francji. – To dzięki niemu możemy sobie tak miło
pogawędzić i usmażyć marshmallows.
- Oznacza to mniej więcej tyle, że
wszyscy, którzy nie są superbohaterami powinni nosić przy sobie gaśnice – dodał
towarzysz blondynki, który w Gruzji sprawił, że Ethan zdefiniował go, jako
zniewieściałego. Teraz do wyglądu zewnętrznego dołączył głos i mężczyzna nie
zmieniłby swojej opinii o nim nawet o jotę.
Pozostały już tylko dwa żywioły. Wiatr i umysł. Wiedział, że jednym z nich włada Sefi, ale ta nie wyglądała na taką, co miałaby zabrać głos, więc przez kilka sekund słychać było tylko trzaskanie pękającego pod wpływem temperatury drewna.
Pozostały już tylko dwa żywioły. Wiatr i umysł. Wiedział, że jednym z nich włada Sefi, ale ta nie wyglądała na taką, co miałaby zabrać głos, więc przez kilka sekund słychać było tylko trzaskanie pękającego pod wpływem temperatury drewna.
-
Raczej nie miałam okazji jeszcze z nikim dłużej rozmawiać, więc tak na początek
nazywam się Leah- głos zabrała brunetka, siedząca obok bliźniaczek. Przybyła,
jako ostatnia i to dzięki temu, że przekroczyła linię miasta Oren mógł ich
przenieść. - Kryształ znalazłam prawie rok temu i żywioł, jakim władam to
umysł. Jeszcze do końca nie wiem jak działa, ale mogę z pewnością kierować
waszym ciałem poprzez myśli. I to chyba tyle. To jest moja przyjaciółka,
Marlene – wskazała na kolejną blondynkę siedzącą obok niej. - Dzięki niej
pojawiłam się tu tak szybko.
Pozostała
już tylko jedna osoba i widząc jak siostra Julie walczy z zawstydzeniem dusza
Ethana podzieliła się na dwie antagonistyczne części: jedna z nich chciała siłą
wyciągnąć Sefi na środek okręgu i krzyknąć na nią, a druga współczuła jej z
całego serca.
- Ja... Jestem Josefina i...
- Sefi! - wtrąciła się Julie, wcale nie
poprawiając siostrze samopoczucia.
- No tak, Sefi. Znalazłyśmy kryształ
pięć lat temu podczas spaceru w lesie. Właściwie to Julie go znalazła...
Popatrzyła bezradnie na siostrę, a Julie
dokończyła za nią:
- I od tego czasu Sefi puszcza wiatry -
dopowiedziała, a kilka osób uśmiechnęło się lub parsknęło. - Nie o to mi
chodziło. Od tamtego czasu wysyła wiatry we wszystkie strony świata, więc żadne
tornado nam nie grozi.
- Miło mi was wszystkich poznać i
jeszcze raz przywitać w Mistyi - powiedział staruszek głębokim, tajemniczym
głosem. - Powinniście się wszyscy dobrze poznać, bo czeka was niezwykła, lecz
trudna przygoda. Będziecie potrzebować waszego wsparcia i zaufania.
Ethan patrzył na niego, jak powraca spokojnie do puszczania
kółek z dymu. W jego fajce raz po raz widać było rozgrzany żar, który oświetlał
mu dolną część twarzy. I chociaż wokół nich ponownie rozgorzały rozmowy, to
żaden nie zwracał na to uwagi. Blondyn oddałby wiele, by móc, choć w niewielkim
fragmencie odgadnąć myśli starca. On sam wolał nie zastanawiać się nad swoimi
odczuciami. Nie był to pozytywny obraz, a słowa Orena o wsparciu i zaufaniu
tylko pogorszyły sytuację. Nie potrafił sobie tego wyobrazić. Wydawało mu się,
że widzi olbrzymią czarną dziurę, nad którą stado myszy próbuje wybudować most.
Otrząsnął się z zamyślenia i rozejrzał wkoło. Odnalazł
wzrokiem postać Julie, która rozmawiała w najlepsze z którymś z Latynosów. Na
jej twarzy malował się wielki uśmiech, który obejmował całą jej postać, nie
ograniczając się tylko do oczu. Wydawało się, że z jej postawy, rąk, które żywo
gestykulowały podczas rozmowy, wylewają się fale radości. Nie potrafił tego
zrozumieć, ale patrząc na nią zdał sobie sprawę, że chętnie poczułby to samo.
Chętnie oddałby swoje czarne myśli komuś, kto nimi pokieruje, a sam zatopiłby
się w cieple ogłupiającej wesołości z powodu poznania tylu, być może,
wspaniałych ludzi.
Widać ot było już wcześniej, ale w tym rozdziale wyjątkowo daje po oczach fakt, że Ethan ma złote serce. To urocze, o ile wypada mówić o byciu uroczym w jego przypadku. ;)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się jego podejście do naszej zgrai dzieciaków i że to sobie wszystko tak szybko w głowie poukładał. W każdej gromadzie potrzeba kogoś naturalnie dojrzałego, więc och jak cudownie i jak szczęśliwie, że mamy Ethana. :)
I tak ogóle dodam, że jestem fanką Twoich opisów i pisania ogólnie, ale o tym już chyba kiedyś wspominałam.
Naprawdę super i mam nadzieję, że wkrótce coś razem naskrobiemy. :)
Współczuję Ethanowi tego, że jest o tyle starszy od reszty, ale mam nadzieje, że w końcu nasze postaci pokażą, że potrafią być dojrzałe i zdobędą jego szacunek :D Notka niby ma tyle stron, ale czytając tego nie zauważyłam, a wręcz zdziwiłam się, że już koniec. Coraz więcej osób dociera do ogniska, jest progres :D
OdpowiedzUsuńWiesz, że kocham. Jak wszystko co piszesz.
Tośka
Naprawdę fajnie że coraz więcej osób dociera do ogniska-zgadzam się z Izą :D
OdpowiedzUsuńAriana i Matheo też już prawie dotarli.:3
Ethan jest taki ogarnięty-dobrze to określiłam XD?-dojrzały, może przez to że już w życiu przeżył? Ma ciekawe podejście do całej sprawy, ogółem, cały jest ciekawy. Kurczę, zazdroszczę ci tego pisania, tak szczerze. <3
Fajnie że moimi włosami malowali stodoły, zabiłaś mnie tym XD <33333
Humorystycznie i bardzo fajnie ci to wyszło. :3
Weny, życzę! :D
Ty wiesz, że ja Cię love i Twoje pisanie też.
OdpowiedzUsuńJak usłyszałam, że jest notka u Ciebie, to wzięłam ją sobie na telefon, bo nie mogłam jej normalnie przeczytać. Dla mnie to za krótko, wiesz o tym i dlatego się zawiodłam :(. Ale za to następna się już pisze sa sa sa...
Uwielbiam Twoje porównania i rozmyślania Ethana. Dobrze, że jest ktoś, kto uważa inaczej niż cała reszta i ma na to wszystko inne spojrzenie. On jest taki dojrzały, mrau. Hihi, chęć mordu Julie? Domyślam się, że to na pewno nie ostatni raz.
JA CHCĘ WIĘCEJ!
Całuję gorąco, życząc weny.
Twój uniżony sługa, który czeka na korepetycje - Ade.
Hahaha, jak tak to czytam, to aż mi szkoda Ethana, ale co poradzić. Widać kryształy lubią mocno nieletnich, tak jak sam Ethan swoją drogą... :D
OdpowiedzUsuńW każdym razie nasz dziecięcy zapał bez wątpienia ocali świat, a Ethan może ich ogarnąć, skoro uważa swoją moc za dość mało znaczącą ;)
Bardzo mi się podobało, było bardzo zabawnie, chociaż momentami oczywiście miałam poczucie, że czytam o czymś naprawdę ważnym. Niesamowicie mnie cieszy, że wszystko tak spersonalizowałaś, chyba najmocniej z nas wszystkich, co zdecydowanie przyczyniło się do charakterystycznej atmosfery i nie pozwoliło się zanudzić, czytając znów tę samą historię. Ogólnie jestem za tym, żeby każda notka była dłuższa od poprzedniej!
To chyba mój ulubiony bohater z całej serii. Kiedy pierwszy raz o nim przeczytałam wiedziałam, ze będzie mocno stąpał po ziemi. Tak jak wypowiadały się inne dziewczyny, również uważam, że to dobrze, że grupa ma kogoś takiego. Prowadź więc ich, o wspaniały!
OdpowiedzUsuńA co do samej notki... No cóż, nie będę oryginalna, kiedy napiszę, że jest wspaniała. Twoje opisy są tak dokładne, że kiedy je czytam, czuję się, jakbym również tam była.
Pozdrawiam i życzę dużo weny!
Fantasy
Oj tak, pewne jest to, że Ethan jest najdojrzalszym bohaterem z całej serii. Bardzo dobrze że mamy kogoś takiego jak on :)
OdpowiedzUsuńCo do samej notki, to jest jak zwykle super. Również rozbawił mnie tej fragment o włosach Ariany.
Lubię też, jak w notce jest zawartych dużo opisów i przemyśleń bohatera i ty mnie tym w tej notce na prawdę bardzooo zadowoliłaś. Umiesz tak pięknie wszystko opisać. Nie zabrakło w tym wszystkim również humoru.
Świetnie też wychodzi ci to pisanie o Orenie ( mam na myśli tę pierwszą część notki ).
Życzę weny i tak trzymaaj! :*